Seria inspirujących zdarzeń poetyckich - IV Festiwal "Złoty Środek Poezji" Kutno 2008
W dniach 27-29 czerwca 2008 r. odbył się - organizowany przez Kutnowski Dom Kultury - IV Festiwal „Złoty Środek Poezji” w Kutnie. Spotkania autorskie, konkursy poetyckie, film, muzyka i plastyka oraz fakty parateatralne złożyły się na program imprezy, która zgromadziła twórców i miłośników poezji z całej Polski a nawet spoza jej granic. Specjalnymi gośćmi byli poeci z Ukrainy: Hałyna Kruk i Andrij Bondar. Oboje podbili publiczność swoimi oryginalnymi tekstami i świetną znajomością języka polskiego. Znakomite autorskie tłumaczenia ich wierszy czytał Bohdan Zadura.
Przyszłość polskiej poezji reprezentowali laureaci tegorocznej edycji konkursu na najlepszy poetycki debiut książkowy roku 2007 organizowany przez ŚSSK Środek: Jakub Przybyłowski (I nagroda – 2500 zł) i Przemysław Owczarek (III nagroda), przybyli też wyróżnieni: Marek Lobo Wojciechowski i Krzysztof Bąk. Z przyczyn osobistych nie dotarli Marcin Perkowski (II nagroda) i Jarek Spuła (wyróżnienie).
W sobotę pięćdziesięciu - przybyłych z całej Polski - uczestników III Otwartego Konkursu Jednego Wiersza zaprezentowało w Kutnie swoje często oryginalne i ciekawe wiersze.
Jury w składzie: dr hab. Wojciech Kudyba, Miłosz Kamil Manasterski i Sławomir Matusz jako zwycięzcę wskazało Annę Wieser z Gdyni (700 zł), II nagroda przypadła Anecie Kamińskiej z Warszawy (500 zł), III nagroda Olgdze Fliszewskiej z Kutna (400 zł). Jury ponadto przyznało 2 równorzędne wyróżnienia po 200 zł każde: Piotrowi Gajdzie z Łodzi i Milenie Rytelewskiej z Myszkowa.

Wśród licznych poetów i znawców poezji, który przybyli do Kutna trzeba wymienić członków jury konkursu na najlepszy poetycki debiut książkowy roku 2007: Krzysztofa Kuczkowskiego, Karola Maliszewskiego i Eugeniusza Tkaczyszyna Dyckiego. Znaleźli się oni również (poza K. Maliszewskim) wśród uczestników konferencji „Poezja i nic”, obok prof. Stefana Szymutki, dr. hab. Wojciecha Kudyby i moderującej rozmowę Edyty Antoniak. W debacie tej wzięli też udział poeci z Ukrainy.
Czwarta odsłona Ściany Poetów, czyli muralu utrwalającego wiersz z najlepszego poetyckiego debiutu roku, była plastycznym akcentem pierwszego dnia festiwalu. W tym roku wiersz Jakuba Przybyłowskiego pt. "Zmierzch" wizualnie oprawiła Galeria Rusz z Torunia.
Jednym z najważniejszych celów kutnowskiej imprezy jest promocja poezji. Był on realizowany na różne sposoby. Służyła mu między innymi akcja happeningowa: „Wiersze podniebne”, którą przeprowadził Sebastian Koperski spod Kościana. Podczas zdarzeń ulicznych w Toruniu, Łodzi, Poznaniu i Płocku grupa pod jego przewodnictwem rozdała 5000 ulotek z wierszami ubiegłorocznych debiutantów: Krzysztofa Bąka, Kamili Janiak, Zbigniewa Kopcia, Krystyny Krzyżanowskiej-Nastulczyk, Przemysława Owczarka, Jakuba Przybyłowskiego, Andrzeja Szpindlera i Macieja Włodarczyka.
Muzycznym akcentem tegorocznej imprezy był przede wszystkim udany koncert Jacka Kowalskiego i zespołu Monogramista JK na Zamku w Oporowie, który został gorąco przyjęty przez - wypełniającą zamkową salę po brzegi - publiczność.
W festiwalową niedzielę odbyło się spotkanie autorskie z ubiegłorocznym laureatem I nagrody za najlepszy poetycki debiut książkowy roku 2006 Łukaszem Jaroszem. Z towarzyszeniem gitary i perkusji zaprezentował on wiersze ze swojego drugiego tomu "Biały tydzień". W Restauracji Rozmaryn odbył się koncert utalentowanej młodej poetki z Warszawy Kamili Janiak. Tło muzyczne dla jej śpiewu tworzyli DJ Grzegorz Szyma i Tomasz Świtalski. Prawdziwym świętem poetyckiego słowa okazało się spotkanie autorskie z Bohdanem Zadurą. Było ono entuzjastycznie przyjęte przez licznie zgromadzonych miłośników poezji.
I tak po raz kolejny doszło w Kutnie do inspirujących zdarzeń, które pod nazwą Spotkania Poetyckie Kutno 2008 zostały zrealizowane w ramach Programu Operacyjnego "Promocja Czytelnictwa" ogłoszonego przez Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego.
Artur Fryz
Wyjątkowy punkt programu IV Festiwalu Złoty Środek Poezji! Wręczenie Nagrody Otoczaka w dziedzinie Poezja za 2007 rok Piotrowi Cieleszowi z Gdańska.
Jerzy Suchanek, poeta, prozaik, krytyk literacki, gość ubiegłorocznych Wrześniowych Haustów Poetyckich organizowanych przez Miejską i Powiatową Bibliotekę Publiczną w Kutnie, a także juror Otwartego Konkursu Jednego Wiersza podczas zeszłorocznej edycji Festiwalu, ustanowił własną literacką Nagrodę Otoczaka w dziedzinie Poezja. Pierwszym jej laureatem został Wojciech Brzoska (1978), poeta pochodzący z Sosnowca.
Niezwykła forma statuetki ma ścisły związek z twórczością Jerzego Suchanka, co uzasadnia on w przypisach do Laudacji: „Gdy zacząłem z Węgierskiej Górki zwozić do domu otoczaki, które wcześniej Soła, rzeka mojego dzieciństwa, naniosła do moich wierszy, niespodziewanie znalazłem akuratny symbol i nazwę nagrody (...). Za każdym razem Nagroda Otoczaka będzie wręczana w innym mieście, przy okazji ważnego wydarzenia literackiego, lub takowej imprezy”.
Mecenasami IV Festiwalu są: Minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego, Teva Pharmaceuticals Polska Sp. z.o.o, Kutnowski Dom Kultury
Patronat medialny nad projektem objęli: Tygodnik Powszechny, Miesięcznik Odra, Dwumiesięcznik Literacki Topos, TVP Łódź, Radio Łódź, Dziennik Polska The Time, Radio Victoria, Tygodnik Płocki, Kutnowski Magazyn Informacyjny, portale reymont.pl i ekutno.pl.
Mistrzostwa Kutno 2008
Ach co to był za mecz! Na boisko wybiegło 31 drużyn. 31 tomików poetyckich debiutantów roku 2007 ocenianych było przez 5 sędziów. Wybór był trudny, każdy zawodnik w innej koszulce, z innym numerem, brak podziału na kategorie wiekowe, rodzaj dyscypliny, nawet płeć nie miała tu znaczenia. Która z drużyn wierszy celniejsza, bardziej wiarygodna, oryginalniejsza? Trudno rozstrzygnąć, tym bardziej, że regułą poetyckiej gry jest brak niepodważalnych reguł. Najlepsi ustalają własne zasady, każdy zawodnik strzela do innej bramki. Dobrze, gdy strzela do własnej. Ale jak określić jej położenie, jak znaleźć parametry poetyckiego strzału w okienko, odróżnić go od pudła? Cała tradycja literacka jest tu pomocna, ale przecież czasem przeszkadza. Wystarczy choćby przypomnieć dzieje wielkich przeoczeń: Norwida, Dickinson. Jak uniknąć jurorskiego pudła? Zadanie było niełatwe, ale wszyscy jurorzy, mający - niezależnie od siebie - wskazać pięć najciekawszych ich zdaniem książek, wybrali te same tytuły. To chyba coś znaczy. Ostatecznie, wśród nagrodzonych i wyróżnionych znalazło się 6 autorów. Oczywiście, nie było już takiej jednomyślności we wskazaniu kolejności w ramach tej szóstki, ale trzeba było podjąć jakąś i w tej materii decyzję, dochodząc do kompromisu. W rezultacie sędzia główny i sędziowie liniowi ustalili wynik spotkania. Podkreślam, że poziom wszystkich nagrodzonych i wyróżnionych książek jest zbliżony. Każdą z nich warto mieć na swojej półce, każdą warto przeczytać. Także w innych tomach, spoza tej szóstki, znaleźć można niezwykłe wiersze. Ja (i nie tylko ja) poleciłbym tu debiuty Kamili Janiak, Andrzeja Szpindlera i Macieja Włodarczyka.
Tomiki nagrodzone: Jakuba Przybyłowskiego, Marcina Perkowskiego, Przemysława Owczarka, reprezentując odmienne dykcje poetyckie, wskazują na niezwykłą u debiutantów samoświadomość artystyczną autorów i konsekwencję w twórczych poszukiwaniach.
Dawno już młody polski poeta nie narysował tak intrygującego bohatera lirycznego, tak - przy wszystkich inteligentnych autodemaskacjach - zdecydowanego na samoafirmację „ja”. I to przede wszystkim sprawia, że „Ballady i Romanse” Jakuba Przybyłowskiego przykuwają uwagę. Chce się tę książkę czytać od początku do końca. I więcej, chce się wiedzieć, co będzie dalej z jej autorem. - Co dalej? - tym pytaniem kończy się debiutancki tomik poety. I chce się poznać na nie odpowiedź i równie prawdziwie chciałoby się zatrzymać poetę w tym miejscu, gdzie zaczyna się jego historia (zobacz puentę pierwszego wiersza książki), by utrwalił się w świeżości i buńczucznej młodości artystycznego gestu. Do tego Przybyłowski z odwagą i bezpretensjonalną dozą dezynwoltury romansuje z popkulturą - zachowuje przy tym bezpieczny dystans, który - moim zdaniem - pozwala mu się spotkać z zanurzonym w tejże popkulturze czytelnikiem, zarazem jednak chroni go przed staniem się jednym z jej wyjałowionych produktów. W roku 1822 ukazały się wileńskie "Ballady i romanse". Rok ten traktujemy dziś jako datę literackiego przełomu. Czy rok 2007, rok ukazania się "Ballad i Romansów" warszawskich spełni podobną rolę? Czas pokaże.
Wydaje się, że każda dobra książka poetycka, zwłaszcza książka debiutanta, powinna być co najmniej szansą nowego języka. To banalne zdanie ma tę zaletę, że jest - moim zdaniem - do pewnego stopnia prawdziwe. "czarne/białe z odcieniem" Marcina Perkowskiego jest taką książką. Przy czym jej siła polega - wg mnie - przede wszystkim - na spełnieniu obietnicy zawartej w tytule. Czego bowiem wnikliwy interpretator może domyślić się - wpatrując w okładkę pierwszego tomiku autora spod Białegostoku? Może liczyć na malarskość zawartej w nim propozycji. I rzeczywiście umiejętność odsłaniania/konstruowania sugestywnych obrazów jest mocną stroną Perkowskiego. Utkwił w mej wyobraźni na długo obraz trocinowego kręgu pozostawionego przez cyrk ze świetnego wiersza o miłości pt. "Pierwsza". I gołębie dziobiące serdelka z tekstu "Druga zmiana", czy wreszcie, będący już czystą kreacją, metaforyczny obraz pobladłej twarzy: "kartki, na której ktoś chciał rozpisać zepsuty długopis" z trenu pt.: "14 listopada, pogrzeb". Tytuł tomu sugeruje również świetny zmysł syntezy i zanurzenie we współczesności. Umieszczenie pomiędzy słowem: czarne a słowem białe ukośnika, slasha, ciacha jest świeżym, świetnym rodzajem metafory. I rzeczywiście znajdziemy w tomie intrygujący dialog poety ze znakami naszego czasu. Perkowski rozlicza się z nim w syntetycznych, lakonicznych i wieloznacznych formach, choćby w wierszu "Bez szans na tytuł" czy "Listopad. Obrazek z Politykiem", ale nie waha się też sięgnąć po wypróbowaną formę dłuższego wiersza satyrycznego, sardonicznej i doraźnej filipiki przeciw idiotyzmom epoki massmediów w tekście "Telewizor". I w końcu tytuł tej książki wskazuje na napięcie pomiędzy jednoznacznością a wieloznacznością: pomiędzy światem wyraźnych rozstrzygnięć aksjologicznych a ludzkim pejzażem odcieni, relatywizmu, potknięć. Jest w tym tomie miejsce na odwieczne poetyckie tematy: związku pomiędzy koniecznością a wolnością, pogoni za umykającym czasem. Jest w wierszu "Czas jest brudnym oknem" (autor nie boi się metafor i to także w nim cenię) fragment, który jest kolejną twórczą realizacją horacjańskiego "carpe diem" i przy okazji podręcznym uzasadnieniem sensu pisania wierszy: "bez zapasowej kopii tej chwili / niebawem i ja / zniknę". Niech więc Perkowski pisze i nie znika.
Tom Owczarka jest podróżą do źródeł. W krainę dzieciństwa. W stronę początków nie tylko osobistych, ale i cywilizacyjnych, osnowy biograficznej, ale też metafizycznej. Ile już takich podróży przyniosła poezja? Ale Owczarek podróżuje na swój intrygujący sposób. Wędruje równocześnie od źródeł - nie afirmuje ich bezkrytycznie, ale z okrutną determinacją sprawdza - na ile są przydatne w dalszej drodze. Jest w "Rdzy" tak, jakbyśmy zaprowadzeni zostali na skraj lasu, w miejsce, gdzie rozpoczyna się nie jedna ścieżka, gdzie jest początek dwóch lub trzech leśnych dróżek, ale skąd rozwijają się wątki nieskończonej ilości szlaków. Gęsta, oniryczna, osobista i zanurzona w świecie mitologii, antropologii, znaków kultury, okrutna, ironiczna i zarazem liryczna, czasem sentymentalna, choć w sposób niełatwy - to epitety, które przychodzą na myśl, gdy próbować uchwycić jej istotę. Rzadko spotyka się książkę debiutanta, która otwiera tyle możliwości. Zanurzona w wielości kulturowych wątków i aluzji (zwłaszcza religijnej tradycji Zachodu i Wschodu, zachodniego i wschodniego chrześcijaństwa, buddyzmu, ale też sięgająca do wątków jeszcze starszych) daje również świadectwo zmysłowi uważnej obyczajowej obserwacji - skierowanej na tu i teraz. "Rdza" to poetycka tkanina o niezwykle gęstym splocie. I do tego, co lubię, skłaniająca do rozwijania wątków niebanalnych intelektualnie. Niech za przykład posłuży początek wiersza "Rozstępy":
"gdyby napisano powiedział bóg:
jestem, który nie jestem, byłaby to
różnica..."
Są też istotne różnice w poetyckich propozycjach, które niosą ze sobą debiuty: Krzysztofa Bąka, Marka Lobo Wojciechowskiego i Jarka Spuły. Z konieczności redakcyjnych (ten tekst nie może być zbyt długi, inaczej - jak nierozstrzygnięty mecz - zakończy się karnymi szurających krzeseł znudzonej publiczności) opowiem o nich krócej. "Znaki wodne" Bąka uwodzą mnie swoją melodią, własnym rytmem oryginalnych ale stonowanych obrazów, po prostu lubię taką powściągliwą poezję. Tym wierszom trzeba się przyjrzeć, tak jak znakom wodnym. Trzeba im się uważnie przyglądać pod światło, pod trudne (bo często nadużywane) światło metafizycznej tradycji, by zobaczyć autorski stempel - kolejne święto spotkania jednostkowego z ogólnym, fragmentu z pełnią. "Suplement" Marka Lobo Wojciechowskiego sprawił mi szczególną radość, bo lubię późne debiuty. Zawsze, gdy otwieram taką książkę - marzę o tym, by ta próba była udana. Tym razem nie zawiodłem się. Wiele tekstów w tym tomie jest po prostu mądrych. Wymienię jeden z kilku, które zostawiłem w sobie. "Nokturn" rozpoczyna się wersem: "Umarli zabierają ze sobą wiarę w nieśmiertelność" i kończy niezwykle celnym z punktu widzenia czytelnika po czterdziestce zdaniem: "Ciała starzeją się same." I jeszcze jedno: takie późne debiuty nie są uwikłane, jak często wiersze młodych, w spory aktualnie zwalczających się szkól pisania, poetyckich mód i trendów. To jest niebezpieczeństwo i szansa. W przypadku Lobo Wojciechowskiego na pewno to drugie.
"katowice zawodzie szopienice sosnowiec" taki tytuł nosi jeden z wierszy, które przykuły moją uwagę w tomie "Czysty chłód" Jarka Spuły. Zwłaszcza jego puenta, zdradzająca podstawowe cechy tego kontemplacyjnego pisania. Następuje ona po wersach szkicujących kolejowy pejzaż - cytuję: "dziecko stoi z boku / obserwuje / ale nie zna reguł a gracze / nie wykonują właśnie żadnego ruchu." Do tej samej serii należy choćby "przystanek na prowincji". Aby wyrobić sobie własne zdanie należy rzecz jasna przeczytać samemu.
Czas już na ostatni gwizdek, zanim jednak to zrobię musze podziękować wydawcom. Tym niezwykłym istotom bądź grupom istot, poświęcających swój czas i energię na wydawanie poezji debiutantów. Trudno o piękniejszą i bardziej wyrafinowaną katastrofę (nie tylko ekonomiczną). W tym roku szczególny triumf święci Staromiejski Dom Kultury w Warszawie. To SDK wydał książki Przybyłowskiego i Bąka - laureatów tegorocznego Złotego Środka Poezji i innych zacnych konkursów. To jest rzecz nieprzypadkowa, to efekt wieloletniego i mądrego działania, stworzenia przyjaznego piszącym środowiska. Dla Beaty Guli i jej przyjaciół za tę ważną - absolutnie niepoważną - pracę głębokie ukłony. A teraz czas już na brazylijską sambę.
Artur Fryz