Dzienniki to bardzo ważny dział literatury pięknej. Prowadzenie dziennika może mieć oprócz literackiego, także inny charakter. Może być formą wzbogacenia własnego życia o rytm codziennej refleksji, jaki przynosi codzienne zasiadanie do zapisywania zdarzeń, myśli, emocji.
Dziennik może być nam pomocny dziś,bywa też niezastąpiony dla tych, którzy pochylają się nad przeszłością. Warto je prowadzić, warto je czytać. Zwłaszcza te napisane przez najwybitniejszych: Witolda Gombrowicza, Marię Dąbrowską, Gustawa Herlinga-Grudzińskiego, Sławomira Mrożka. Z tej zachęty skorzystały młode uczestniczki spotkań Akademii Słowa w Kutnowskim Domu Kultury, prowadzonych przez poetę, publicystę i krytyka Artura Fryza. Oto fragmenty ich zapisów dziennych:
Milena Kusiak
20 stycznia 2012
szósta znów za późno o godzinę
pulsowanie klawiszy jak kompres GOOD MORNING MY MELODY kompozytora gra podobno geniusz
za siedem godzin ja
przed tą godziną pod ścianą tego co niby tłumacząc że każda czynność jest przecież konieczna i przez to tak ważna bo ponoć uwalnia od trudu wyboru
później zacznie się ważniejsze
telefon telefon telefon x 6
w tak zwanym międzyczasie najbardziej wyczekiwanie na tę która zawsze mnie zna i wreszcie jest
wyczekiwanie wyczekiwanie x pół ustalonej kiedyś przez mądrych jednostki rocznej
w czarnej skórzanej torbie różaniec z Jerozolimy bo codziennie znajduję dla niego bardziej godne miejsce
jutro do następnego powrotu będzie zaczynać się nowe moje miasto
rak podniebienia brzmi dla mnie jak rak rzęs albo brwi
Emilia Mazur
20 stycznia 2012
Któryś styczeń, kolejny dzień oczekiwania na siostrę i koniec świata…
Pierwszy akapit bzdur:
Miałam i mam za dobry humor. Za dobry. Z jednej strony czuję się z tym dziwnie - jest to chwila wytchnienia od codziennego zdenerwowania - z drugiej jestem szczęśliwa - lubię zmiany i czuć się zaskoczona. No cóż…
Drugi akapit bzdur:
Nie lubię podejmować decyzji. Boję się podejmowania decyzji. Chciałabym umieć podejmować decyzje. Każdy rozsądny człowiek zapytałby mnie: Dlaczego?
Dlatego rozsądny człowieku bez wyobraźni, że od koloru nitki jaką przyszyję oderwany guzik od płaszcza może zależeć czyjeś życie. Nie kłamię i nie wyolbrzymiam. Od tego czy rano zejdę ze schodów śpiewając czy gwiżdżąc może zależeć to czy komuś nie zawali się komin. Oczywiście, jedynym rozwiązaniem wydaje się śmierć. Jednak trzeba żyć, a to oznacza iść naprzód bez zatrzymywania się, bez wahania, bo i od tego mogą zależeć losy świata.
Klaudia Piotrowska
Wczorajszy dzień
19 stycznia 2012
Co robiłam wczoraj? Oddychałam, spałam, jadłam. Czy to co robiłam było w jakikolwiek sposób ważne? Nie, nie było. Czy to co robiłam dziś różni się w jakikolwiek sposób od tego co robiłam wczoraj? Nie… nie różni. A może się mylę? A może nie mam racji? A może to jest w jakiś sposób ważne…
Co robiłam wczoraj? Myślałam, uczyłam się, wierzyłam w to co wierzę. Czy to co robiłam było dla kogokolwiek ważne? Nie, nie było. Czy to co robiłam dziś różni się w jakikolwiek sposób od tego co robiłam wczoraj? Nie… nie różni. Ale co z tego? To nie musi być już ważne dla kogokolwiek. Już wiem, że musze myśleć samodzielnie, uczyć się nowych rzeczy i trwać w tym, w co wierzę. Kiedy to zrozumiałam ? Wczoraj któregoś z dni. Dlatego mogę zaliczyć wczoraj do udanych. I jestem na swój dziwaczny sposób zadowolona. Nie szczęśliwa… aż tak to nie... zadowolona. Tylko jaką miarą mam zmierzyć zadowolenie z dnia wczorajszego? Ilością wiary, myśli, poznanych słów. A właściwie po co to mierzyć… nie chce mi się. Powinno mi się chcieć wiedzieć, który z wczorajszych dni był najlepszy. Chyba tego wymaga człowieczeństwo… człowieczeństwo, chyba nigdy nie byłam w tym dobra. A może byłam? A może w pewien sposób jestem. A może robaki pełzające po moim sercu to tylko wytwór mego umysłu, w którym panuje wciąż ten sam bardzo ludzki, moralny światopogląd. A może to z umysłu nie z serca pochodzi trucizna męcząca mnie od wczoraj? To pytanie zostawiam na jutro. Napisane wczoraj.